Wojciech Poljan
Bójcie się Gramsciego
Marks trup. Lenin zabalsamowane zwłoki….. Stalin to wampir straszący nawet lewaków. Trocki - wszechświatowa rewolucja odjechała razem ze swoim niedoszłym wodzem. Mao - jego uczniowie czerwoną książeczkę zamienili dawno na książeczkę czekową. Che Guevara to materiał na hollywoodzki scenariusz i nadruki na koszulkach. Nikt już nie ruszy do dżungli przeprowadzić rewolucję. Jeśli tam będzie ktoś z karabinem na ramieniu to raczej po to, by uprawiać kokę. Rewolucja to też biznes.
Skoro już wszyscy herosi marksizmu odeszli na zasłużony intelektualny margines a ich ostatni admiratorzy (patrząc na ich komentarze choćby na salonie 24) to żałośni epigoni nadrabiający chamstwem intelektualną niepełnosprawność. Skoro marksizm nie jest już tak nośny to dlaczego Europa stała się bastionem lewicowych pomysłów i ich karkołomnej realizacji? Dlaczego cała tradycja europejska znajduje się w odwrocie i jest zastępowana przez koncepty o lewackim rodowodzie?
Prawicowcy, bójcie się Gramsciego. Bójcie się i czytajcie aż otworzą się wam oczy. Ten niepozorny włoski komunista postawił marksizm na głowie i w ten sposób go uratował odrzucając teorię o siłach wytwórczych.
Rewolucje trzeba robić w kulturze. Kultura głupcze – to jego hasło i sposób na zwycięstwo marksizmu. Gramsci dumał dlaczego Leninowi udało się w Rosji, a w Europie Zachodniej rojenia o rewolucji zakończyły się totalną klapą. Do jakich wniosków doszedł?
W Rosji istniała silna władza o charakterze autorytarnym – carat. To co Gramsci nazywał społeczeństwem politycznym – ale była to naga siła wsparta różnymi formami represji.
W Rosji za to nie istniało społeczeństwo obywatelskie, wpływowa opinia publiczna z systemem norm postępowania czy zasad moralnych.
Rosja była amorficzna dlatego w takim kraju wystarczyło dokonanie swoistego podboju wewnętrznego. Następnie należało wziąć wszystkich za mordę by można zabrać się za wykuwanie nowego człowieka.
Rewolucja w Rosji to swoista wojna manewrowa polegająca na opanowaniu terytorium i ludności. Amorficzność rosyjskiego społeczeństwa dodatkowo ułatwiała narzucenie nowego systemu ze względu na słabość jakichkolwiek przeciwciał, które mogłyby odrzucić marksistowski przeszczep.
Obrazowo ujmując – do zrobienia rewolucji w Rosji wystarczył nagan. W Europie Zachodniej sprawy wyglądały o wiele gorzej. Rozwinięte zachodnie społeczeństwa to przeciwnik zdecydowanie trudniejszy.
Europa dla Gramsciego prawdziwy labirynt okopów. Tu wystrzał Aurory i skok na władzę a nawet przerwanie frontu na jakimś odcinku nie gwarantuje sukcesu. Rewolucja tutaj to długa, wyczerpująca wojna pozycyjna.
System obronny przeciwnika trzeba długo rozmiękczać i to na terytorium wroga. Jakie twierdze należy opanować, żeby rewolucja zwyciężyła? Szkoły, uczelnie, partie polityczne, wydawnictwa, gazety, radio, instytucje religijne. Czy nie przypomina wam to czegoś co się naprawdę udało. Nie tylko w Polsce, ale w Europie jeszcze bardziej?
Otwórzcie El Paris, Le Monde, Tageszeitung. Włączcie telewizor, posłuchajcie głównych stacji radiowych. Rewolucja zwyciężyła w nadbudowie równie gładko, jak poniosła klęskę w bazie. Marksiści wiedzą o czym mówić.
Gramsci był świadomy, że nie wystarczy dominacja polityczna, potrzebna jest też dominacja marksizmu w kulturze. Dopiero po takim ostrzale artyleryjskim masy dadzą przyzwolenie na władzę polityczną marksistów. Od siebie dodam, że niekoniecznie muszą być od razu komunistami, wystarczy, że będą dostatecznie spacyfikowanie przez „nową kulturę”, „nowy marksizm”.
Boże patrzysz i nie grzmisz. Czytałam relację ze spotkania z czołowymi duchownymi pewnych europejskich kościołów i miałem wrażenie, że to spotkanie jakiejś sekty Kominternu.
No i spełnił się więzienny sen Gramsciego. Twierdze prawie zdobyte. Na uczelniach nie ma już żadnego klerykalizmu – profesorowie i studenci pogonią nawet papieża. Fortyfikacja jeszcze się trzyma mimo zabiegów duchownych zwerbowanych dosłownie i w przenośni przez „nowy humanizm”.
Tradycja, patriotyzm, rodzina, stare normy moralne, osobista odpowiedzialność znajdują się w rozsypce i przez większość adeptów nowej kultury są traktowane jak zabobon. Dokonał się marksistowski cud.
Do kultury został wprowadzony nowy wirus, który Gramsci nazwał „duchem przełomu”. Ten wirus przeprogramował europejski system wartości, przez stworzenie nowego światopoglądu, nowej świadomości historycznej.
Gramsci zdawał sobie sprawę, jak wielka to będzie praca. Polityka ma być przede wszystkim polityką kulturalną. Kultura głupcze! Trzeba będzie wykorzystać wszystkie środki i wszystkich sojuszników.
Wtedy powstanie „wola zbiorowa” o takiej sile, że możliwe będzie zdobycie i utrzymanie władzy.
Właśnie kultura będzie tym czynnikiem, który zadecyduje o zwycięstwie. Świadomi i nieświadomi (użyteczni idioci) rozwalili stary system okopów. To co Marks nazywał nadbudową bezapelacyjnie należy do postępowców wszelkich maści. Niektórych Gramsci pewnie nie potrafiłby sobie wyobrazić w najbardziej koszmarnych snach.
Paradoksalnie z tej lekcji należy wyciągnąć wnioski. Ani kroku do tyłu. Broniący się jeszcze front starej Europy będzie naszym sprzymierzeńcem. Każdy, kto nie skapitulował przed językiem politycznej poprawności i nie uznał go za swój jest naszym sojusznikiem. Wszyscy, którzy podgryzają świeżo zbudowaną twierdzę nowego humanizmu to nasi bohaterowie i towarzysze broni.
Aby posmakować myśli Gramsciego posłużę się cytatem – jak definiuje inteligenta. Jest to definicja bardziej rozbudowana od tej, która inteligenta zdefiniowała jako czytelnika Gazety Wyborczej, Polityki Tygodnika Powszechnego. Wszak wszystkie te trzy tytuły mają gigantyczne zasługi w niszczeniu tradycyjnych fortyfikacji i okopów w Polsce.
„Inteligenci są „urzędnikami” grupy panującej, pełniącymi, podrzędne funkcje w organach hegemonii społecznej i władzy politycznej, a mianowicie:
- urabianie „spontanicznej” aprobaty ze strony szerokich mas ludności dla kierunku nadanemu życiu społecznemu przez podstawową grupę rządzącą, aprobaty, której źródłem jest autorytet grupy rządzącej, zaufanie, jakim się ją darzy, stanowisko i funkcja spełniana przez nią w świecie produkcji;
2) służba w aparacie przymusu państwowego mającego zapewnić „w legalny sposób” posłuszeństwo ze strony grup czynnie lub biernie opozycyjnych, a narzuconemu całemu społeczeństwu na wypadek chwilowych kryzysów władzy, w którym spontaniczna aprobata mogłaby ulec nadwerężeniu.