Północny Kaukaz – miękkie podbrzusze Rosji
Terytorium na północ od Kaukazu stanowi prawdziwą wieżę Babel. Na tym niewielkim obszarze powstała mozaika etniczna i religijna. Niemal cały XIX wiek to czas rosyjskiego podboju i pacyfikacji kolejnych buntów, z których najdłużej trwało powstanie Szamila.
Większość mieszkańców regionu wyznaje islam, który stał się dominującym wyznaniem w Dagestanie, Czeczenii, Inguszetii. Północna Osetia dla odmiany jest prawosławna. Cały ten obszar musi się zmierzyć ze skutkami polityki narodowościowej Stalina, który stosował starą imperialną zasadę: „dziel i rządź”.
Najlepszym przykładem był podział Osetii na część północną, należącą do Rosji i południową – formalnie przynależną Gruzji. Czeczenów oraz bliskich im etnicznie i językowo Inguszów rozparcelowano między dwie republiki „autonomiczne” .
W okresie rozpadu Związku Radzieckiego odżyły dawne separatyzmy. Czeczeni ogłosili niepodległość i w pierwszej wojnie czeczeńskiej pokonali interwencyjne oddziały rosyjskie. Grozny stał się grobem dla elitarnego korpusu pancernego. W drugiej wojnie czeczeńskiej ówczesny premier Putin zastosował taktykę spalonej ziemi – Czeczenia została spacyfikowana.
Znaczna część mieszkańców opuściła swoją ojczyznę, szukając azylu również w Polsce. Obecnie „porządek panuje w Groznym”, a Czeczenią twardą ręką rządzi młody Kadyrow, który przy poparciu niektórych klanów dostał swoistą licencję na zamordyzm w zamian za bezwarunkowe poparcie przynależności Czeczenii do Rosji.
Ruch wyzwoleńczy został w zasadzie rozbity, aczkolwiek od czasu do czasu przeprowadza akcje przeciwko wojskom rosyjskim i rodzimym kolaborantom. Odrodzenie narodowe narodów północnego Kaukazu wiąże się również z pojawieniem wpływów fundamentalizmu islamskiego.
Napływowa ludność rosyjska powraca do rdzennej Rosji, w obawie zamieszkiwania obszaru, który jest tykająca bombą zegarową. Innym problemem dla Rosji stał się bardzo wysoki przyrost naturalny tych muzułmańskich małych narodów. Najlepszym przykładem są Czeczeni.
Stalin deportował ich na Syberię i do Kazachstanu. Wielu nie przeżyło tej „wędrówki ludów”. Kiedy Chruszczow pozwolił im wrócić do ojczyzny, szybko nadrobili demograficzne straty.
Najprawdopodobniej obecnie mamy do czynienia z podobnym procesem. Górale kaukascy to ludy o strukturze rodowej, gdzie wszystkich mężczyzn danego rodu łączy obowiązek krwawego pomszczenia śmierci swoich bliskich. Trwa on przez pokolenia i nie wróży dobrze rosyjskim rządom na tym terenie. W momencie kryzysu, podobnie jak na początku lat 90, może dojść do powtórki krwawych wydarzeń.
Rosja nie może zrezygnować z tego obszaru mając kilka powodów. Pierwszym z nich jest strategiczny – łącznie z Zakaukaziem decyduje o mocarstwowej pozycji tego państwa. Wiedzie tędy szlak na Bliski i Środkowy Wschód, gdzie ten kraj chce znowu odbudować rolę ważnego gracza.
Drugim powodem są olbrzymie złoża ropy naftowej nad Morzem Kaspijskim. Jest to teren wydobycia nafty i lokalizacji rurociągów prowadzących nad Morze Czarne.
Trzecim jest fundamentalizm islamski – Rosja na innych terytoriach ma spore mniejszości muzułmańskie, które mogłyby zostać zainfekowane tym wirusem.
Czwartym powodem jest dążenie do podporządkowania dawnych republik proradzieckich: Azerbejdżanu i Gruzji, włączenia ich do rosyjskiej strefy wpływów oraz uniemożliwienie integracji z Zachodem.
Z powyższych względów Rosji, w wyobrażalnej perspektywie, nie uda wycofać się z tego regionu. Oznacza to, że Kaukaz, podobnie jak w XIX wieku będzie krwawił. Polityka rosyjska musi oscylować między nagą siłą a chęcią porozumienia z częścią lokalnych elit ze stałym elementem wykorzystywania antagonizmów narodowościowych i religijnych.
Warto wspomnieć o Polakach, którzy dezerterowali z carskiej armii, zasilając szeregi powstańcze w XIX wieku. Książe Adam Jerzy Czartoryski wysyłał swoich agentów na Kaukaz, starając się wykorzystać determinację kaukaskich górali dla sprawy polskiej.
Warszawa, podobnie jak Grozny była wtedy częścią imperium carskiego. Polska i Kaukaz stały się powodem nieustającego bólu głowy rosyjskich polityków. Dzisiaj jest podobnie . Dlatego niech nikogo nie dziwi polskie poparcie dla Gruzji czy przyjęcie czeczeńskich uchodźców. |