Radujmy się. Świąteczne rozważania w dniu 11 listopada.
Pamięci dziadków i stryjów Janusza poległych i zamęczonych.
Nie lubimy wielkich słów. Ale czasami w dniu wielkiego Święta Niepodległości nie sposób ich nie użyć. By nie oddać w takim dniu bez walki pola tym, niestety jakże licznym w naszej historii, którzy za pięknym pustosłowiem ukrywali zdradę, ideowe wynarodowienie, koniunkturalizm oraz pustkę własnych serc i sumień.
Niech udają jak zwykle, że 90 lat temu nic ważnego się nie zdarzyło. Niech napiszą kolejny błyskotliwy paszkwil na to, co uświęcone dobrowolną ofiarą. Niech się rozglądają, jak to czynią od lat, skąd dzisiaj wieją wiatry. Niech podpatrują, jakie miny należy stroić i komu teraz w pierwszej kolejności przyprawić reakcyjną gębę. Robiąc to według najnowszych zaleceń pewnej gazety czy aktualnego katalogu anatem rodem z lewackich salonów Europy. Ale przynajmniej dzisiaj, pogrobowcy Komunistycznej Partii Polski milczcie. Przynajmniej w ten świąteczny dla nas czas nie plujcie na wszystko, co dla nas najświętsze.
My w swojej pamięci będziemy mieli zwycięzców, którzy nie spoczęli na laurach i pokonanych, którzy nie ulegli, odnosząc największe z możliwych zwycięstwo. Zawsze niezłomnych, ale i tych, którzy złamani odkupili po wielekroć swoje winy, Takich dla których Polska nie była nigdy pojęciem li tylko geograficznym czy przypadkowym socjologicznym zbiorowiskiem przypadkowych ludzi. Ale stanowiła wartość najwyższą.
Polskę godną trwale ubogacić innych tym co w nas największe i najlepsze. Pamiętamy, o naszych antenatach, którym Polska śniła się po nocach w najpiękniejszych snach. By później każdego dnia w mozole i z odwagą, na przekór wszystkiemu budzić Ojczyznę do nowego i wolnego życia. Świętujmy pamięć wszystkich , dla których Ojczyzna to było nie jakieś górnolotne poświęcenie tylko najzwyklejsza służba, zadanie, żołnierski czy cywilny obowiązek. Wynikający z elementarnej potrzeby polskiego serca.
W naszej historii są pokolenia wielkie i są niestety pokolenia skarlałe. To pokolenie naszych, wielkich - Niepokornych, na przekór postyczniowej beznadziei obudziło struchlały naród. I dało nam dar największy niepodległość. Obroniło ją później w pamiętnym sierpniu 1920 roku. Los Ukrainy i Gruzji, które tyle szczęścia wtedy nie miały niech będzie dla nas wszystkich groźnym memento, zwłaszcza po sierpniowej wojnie na Kaukazie.
Pokolenie twórców Niepodległej odbudowało państwo. Scaliło je z rozszarpanych przez zabory części. Odbudowało kraj po Wielkiej wojnie jak wtedy mawiano. Potrafiło w kluczowych momentach, kiedy ważyły się losy granicy zachodniej czy sam byt państwa wznieść się ponad swoje partykularne grupowe i osobiste interesy. Ale największym dokonaniem tych ojców i obrońców niepodległości było wychowanie najwspanialszego pokolenia w polskiej historii. Któremu patriotyczny chrzest przypadł na czas największej próby po 1939 roku.
Oni musieli stawić czoło totalitarnym bestiom, które zakwestionowały nie tylko byt polityczny Polski, ale doprowadziły do sytuacji zagrożenia duchowego i biologicznego trwania narodu. W śmiertelnym uścisku Hitlera i Stalina Polska i polskość zostały obronione. Przetrwaliśmy i nie ulegliśmy dzięki poświęceniu i daninie krwi. Trwaliśmy w nadziei wolności przez cały czas narzuconego nam obcego reżimu, powoli krusząc kajdany i wyrywając odważnie kolejne swobody. Nawet obce komunistyczne imperium nam ciut poluzowało nie chcąc ryzykować kolejnym polskim zrywem na miarę Powstania Warszawskiego. To nie dobra wola Kremla czy tym bardziej ich warszawskich plenipotentów dała nam zachowanie pozycji Kościoła czy rezygnację z kolektywizacji rolnictwa, tylko strach przed narodem pamiętającym swoją niedawną wolność i duchową wielkość.
Dzięki tym wspaniałym i bezinteresownym naprawdę warto być Polakiem. Warto, żeby Polska trwała. Te dwa pokolenia swój egzamin zdały. Zostawiły najwspanialszy testament Polski Niepodległej podpisany własną krwią. Jesteśmy tylko nieudolnymi wykonawcami ich ostatniej woli. Bądźmy z nich dumni. Nie płaczmy nad ich młodą śmiercią. Nie ubolewajmy nad wielkimi dziełami, które nie powstały. Oni polegli i zamęczeni zostawili nam w spadku dzieło największe-bohaterski czyn.
Baczyński i Gajcy chcieli zwyciężyć i chcieli przeżyć. Wiedzieli jednak, że nie ma większej miłości niż śmierć za przyjaciół swoich. Oni czuli Polskę tak, jak czuję się bicie własnego serca w porywach wielkich uczuć. Rozumieli, że są wartości w imię których trzeba swoje życie rzucić na stos.
Najzwyczajniej, czasami tak po prostu trzeba i nie ma na to rady. Wiedzieli, że żołnierska śmierć jest czasami wpisana w los tak jak pierwsza miłość, pocałunek, uśmiech własnego dziecka. Śmierć była ich najbliższą przyjaciółką i kochanką, dlatego tak kochali życie….
Nie myśleli o sobie jako o brylantach, z których strzela się do wroga. Miejmy ich wszystkich w swojej pamięci i nie łkajmy wzorem ludzi małych nad ich jakoby niepotrzebną ofiarą. Są takie daty w historii, kiedy śmierć kosi niczym łan. Kosi nie tylko bohaterów, ale milionami zabija również katów i służalców obłąkańczych ideologii. Siepacze Hitlera też ginęli milionami. Dlatego ich potomkowie ogłosili postheroizm i skreślili dumę z bohaterów i męczenników z liczby dopuszczalnych w postnowoczesnym świecie uczuć i emocji.
Jak się nie ma prawdziwych bohaterów godnych tego miana to się robi hollywoodzki recykling takich postaci jak Staufenberg. Bo czy można być dumnym z przodków, którzy bohatersko walczyli na wszystkich frontach…. By punktualnie dojeżdżały pociągi do Oświęcimia, który miał do wykonania najważniejsze niemieckie wojenne zadanie - Endlsung. Czy można być dumnym z sowieckiego żołnierza zdobywającego zbuntowany Budapeszt w 1956 roku i gaszącego nadzieje Praskiej Wiosny? Eksportującego wcześniej na bagnetach komunistyczną rewolucję, która dała innym narodom tylko zniewolenie z obowiązkowymi dodatkami w postaci cywilizacyjnego zacofania i nędzy.
Oddajmy zasłużony hołd wszystkim powstańcom Warszawy. Skończmy z małoduszną buchalterią strat. Najchętniej taki fałszywy bilans robili ci którzy mordowali i nękali tych, którym dane było je przeżyć. Wstańmy dzisiaj z kolan. Skończmy z samobiczowaniem. Patrzmy z wysoka, z perspektywy długiego trwania. Patrzmy na miarę nowego trzeciego tysiąclecia. Patrzmy z perspektywy historii powszechnej a wtedy nie zobaczymy politycznej nieodpowiedzialności i niepotrzebnego szafowania krwią.
Będziemy w powstańcach 1944 widzieć najważniejszy fundament pod dzisiejszą Wolną Polskę. Powstańcza Warszawa to krwią hartowany akt założycielski przyszłej niepodległości. Tego sensu nam zazdroszczą, ten sens chcą nam zohydzić. Tacy którzy, kiedyś Warszawę zburzyli, ci, którzy się temu z zadowoleniem przyglądali oraz ci, co w kraju przez długie lata żerowali na tragedii 1944 roku.
Niewidomym poszukiwaczom polskich bezsensów proponujemy zastanowienie się nad setkami tysięcy zagłodzonych leningradczyków, skazanych na powolne, makabryczne konanie tylko dlatego by miasto leninowskiej rewolucji nie skapitulowało. A może większy sens miało całopalenie mieszkańców Drezna i innych niemieckich miast po alianckich nalotach? Jakie pozytywne przesłanie i racjonalny sens może mieć ta makabryczna śmierć potulnych do końca, i wiernym obłąkańczym rozkazom zwykłych Niemców?Chcielibyście takich zbiorowych herosów tysiącletniej III Rzeszy czy niewolniczego imperium Stalina?
Dlatego pamiętajcie o naszych bohaterach i bądźcie z nich dumni. Tak, duma to właściwe słowo. Tak, powinna nas rozpierać duma i wdzięczność. Bo jest z czego. Nie dajmy sobie tej dumy odebrać żadnym autorytetom, czy innym samozwańczym przewodnikom stada o nieciekawej przeszłości. Bo nasi, polscy bohaterowie byli wolni na przekór politycznej niewoli. Byli odważni jak niewielu wyobraźnią i dalekowzrocznością.
Nie pętała ich czynów żadna nieludzka idea. Byli niepokorni, mieli stalową wolę obudzenia narodu z letargu zaborów. Bo widzieli przyszłą wolną Polskę tam gdzie inni widzieli tylko graniczne kordony trzech najpotężniejszych mocarstw Europy. Nie godzili się na podłe, byle jakie życie jak to obrazowo określił Piłsudski „w wychodku”.
Pamiętajmy o żołnierzach polskiego września, nie czekajmy aż jakaś szwedzka kapela uczci wspaniałym, metalowym hymnem bohaterskich obrońców Wizny. Zróbmy to sami i zróbmy to godnie. Czcijmy żołnierzy niezłomnych, bohaterów zapomnianego antykomunistycznego powstania. Niech pamięć Rotmistrza Pileckiego i niedawno zmarłego generała Hedy stanie się wyrzutem sumienia dla tych, którzy milczeli sparaliżowani strachem, dla niepoznaki zwanego wówczas koniecznością dziejową.
To ich świadectwo i heroiczna niezgoda na sowietyzację Ojczyzny jest kolejnym filarem Niepodległej Polski. To ofiara tych, kolejnych którzy upomnieli się w Poznaniu i na Wybrzeżu o tą, co nie zginęła w kolejnych spacyfikowanych, wolnościowych zrywach a nie pewien przereklamowany okrągły mebel dał nam wolność.
Idźmy odważnie w przyszłość ze swoimi poległymi, zamęczonymi i niezłamanymi w takich czy innych kazamatach. Bądźmy im wierni. Tacy przewodnicy to skarb darowany nam przez tych którzy mieli odwagę wierzyć. Skarb darowany jakże często przez tych, którzy nie doczekali…. Oni wierzyli na przekór logice i geopolityce, wtedy kiedy tak zwanym rozsądnym wiary nie stawało.
Właśnie ci stumanieni mieli historyczną rację. Dlatego nie wolno nam teraz być ludźmi małej wiary. Pamiętajmy że nadzieja umiera ostatnia. Śmiało patrzmy w przyszłość wzorem naszych wielkich poprzedników. Tak, trzeba i dzisiaj być stumanionym, by targnąć się na niemożliwe i zwyciężyć za życia czy choćby zza grobu. Temu polskiemu szaleństwu wolności chcemy być wierni. Zwłaszcza, kiedy się myślimy o szaleństwach zniewolenia w wykonaniu naszych wielkich sąsiadów.
11 listopada to nasz prawdziwy dzień radości, zwycięstwa i politycznego zmartwychwstania. Nie wstydzimy się radości i wzruszenia. Inni nie mają takiego pięknego święta i nie mają bohaterów tej miary .
Dziękujmy Bogu za Piłsudskiego, Jana Pawła II, Raginisa, Baczyńskiego, Pileckiego, prymasa tysiąclecia Wyszyńskiego i tylu innych. Oddajmy hołd drugiemu po Piłsudskim tytanowi naszych dwudziestowiecznych dziejów Janowi Pawłowi II. Ten święty swoim życiem najlepiej odpowiedział na pytanie Stalina: ile papież ma dywizji?
Żadnej nie miał, a posiadł moc kruszenia murów i obalania systemów. Potrafił jak nikt do tej pory przełożyć wielkość i bogactwo polskiego losu i doświadczenia przełożyć na wartości uniwersalne zrozumiane pod każdą szerokością geograficzną. Czujemy się 11 listopada wielkimi szczęściarzami i bogaczami. Przywróćmy pamięć tych wielkich i tak licznych herosów, że wiele narodów można byłoby nimi obdzielić.
To niezasłużony i bezinteresowny dar nie tylko dla naszego pokolenia. Dar, którego nie wolno roztrwonić w potępieńczych swarach. Okażmy się jego godni. Odrzućmy podrzucane nam od kilku dekad fałszywki tych, którzy próbują nimi przykryć nieusuwalne kainowe piętno zdrady. Niech kiedyś o naszym pokoleniu nie napiszą, żeśmy skarleli w niewoli. Że nie potrafiliśmy oddzielić pszenicy od kąkolu i tego drugiego precz odrzucić. Że stać nas było tylko blichtr i cudzoziemskie błyskotki. Pamiętajmy i piszmy własną historię bo inni zrobią to gorzej.
Pozdrawiamy serdecznie wszystkich radujących się świętem niepodległości. W górę serca. Jeszcze Polska nie zginęła…. |